Znam wszystko w życiu, co poznać jest warto:
puszcze i stepy, wulkany i morza -
znam drogi proste i kręte bezdroża,
a na Tarpei mą duszę rozdarto -
znam krwawe zemsty i proch przed kościołem
i bramę piekieł, na którą się wspiąłem.
Wierzyłem Panu. O i dzisiaj wierzę -
lecz Bóg mój nie jest już Bogiem zbawienia -
błąkam się w cichym podwórcu więzienia,
patrząc, jak walczą dwaj czarni szermierze
o czyjeś serce; patrząc w mgławicowe
światy - i starca wiecznego - Jehowę.
W pałacu lilii krąży bóg miłości -
złoto-zielony świetlak; nad jeziorem
latają jętki - w wonnem lazurowem
przestworzu, bo jabłoń dziś przyjmuje gości.
Lecz w kielich krople spadają goryczy -
węża zdeptałem - on zwinął się - syczy.
Pani K. Zielińskiej - chodząc nad stawem w Ż...
O wzgardź mną Panie, bom niegodny Ciebie - lecz w piersi mojej słyszę
harfy granie i ręce moje wyciągam w zaranie - ku Tobie.
Uderza na mnie blask Mocy i Tronów - gwiazdy mi grają wśród wieczornych
dzwonów - na niebie krwawe błyskają purpury - Twoich tajemnic otchłanie i
góry.
A duchy z twarzą posępnie ukrytą - oczy im świecą przez wór San-Benito. I
patrzę w zimne ich oczodoły - gdzie bezwstyd w dzikie zamarł szaleństwo -
w krypcie kościoła tajne męczeństwo - za filarami błyszczą anioły.
I podszedł do mnie Upiór-strach nocny - ręce mi związał, bym legł
bezmocny. A harfę podał w gasnące dłonie - serce, co wiecznym pożarem
zionie. I umęczyłem jeszcze raz drugi to smętne i krwi mej polały się
strugi. Odejm mnie. Panie, moim szponom - odejm mnie, Panie, błotu
mojemu - czemu nie przychodzicie mi, łzy? i darmo trzymam twarz
odwróconą - widzę Twe oczy zachodzące - widzę, jak czarne zimne słońce
zakrywa Ciebie mi.
Stoję na ostrym cyplu góry - pode mną w głębi czarnopiórej - nade mną -
wkoło - Ty.
Idę ku Tobie, Tajemnico - wsłuchany w poszept kwiatów - otwarte
szczęścia mego rany - oh, serc mam więcej niźli światów - niż gwiazd -
A płomień ku mnie z Twego słońca - a burze ciepłe przelatują jestestwo
moje - zodiakalne światło nad horyzontem, jako lodowe framugi.
Nie chcąc zakrwawiłem kwiatki i poruszyłem umarłego w trumnie - gałązki
ciernia oplotły mi głowę - z rąk płyną świetlane smugi.
Ptaszki lecą pytać się, com widział w niebiosach: duszyczki wasze bardzo
tęskniące. Umarli pytają mnie o swych losach - i tylko kwiatki cicho na
skoszonej łące oddają aromat, jak siostra Łazarza, Panu.
Czcigodny K. Baykowski przyjąć raczy.