Goreje na kominku żar - my troje w świetlicy.
Mąż opowiada swe dziwne przygody wśród gór lodozwału
i jako Ciebie spotkał; - konając, doszedł do Twojej krynicy
i tu stał się młodzianem wśród nieśmiertelnego szału.
Mroczno w komnacie. My sami. Wybuchło zarzewie,
padają iskry, jak łzy. Wtem zda się - że my sobowtóry,
a nie ma mnie - tylko on z mym sercem idzie w różokrzewie
Twych włosów - i ust naszych splatają się chóry.
I nie ma mnie - a jednak cały tonę w Oceanie
Twojej bezdennej miłości - a kolan Twoich cudne Propileje
czekają na rydwan Zwycięzcy. I śmieję się - wesół niesłychanie!
Świat we mnie tańczy - i niebo z gwiazdami się śmieje!
I nie wiem już tej nocy, kto był z nas przy Tobie
Bezmierna radość - Życie nowe!
Reszta dopowie się w grobie.

"Ultima Thule", 2 X 1913 roku.


Na ciemnym morzu wicher rozpaczy
szarpie i targa żagiel tułaczy.
Płynę bez steru, płynę bez wiosła -
oby mię prędzej burza rozniosła!

Ja - rycerz dumny świętego Grala -
[duch mój się dotąd ogniami spala]
Różany ogród bożych tajemnic -
[dziś uroczysko mogilnych ciemnic]
Ja - com Chrystusa wynosił z grobu
[oto stygmaty na rękach obu] -
Ja i me gwiazdy cicho spadamy -
jak lilie zżęte w grobowe jamy.
Morze się pieni, ryczy jak lew -
nade mną stado znużonych mew.

Goni je, szarpie dzika rybitwa -
skrzydła ich błyszczą niby modlitwa.
Oh, dajcie łuk mój, który ocala -
wzdyma się grzywą ostatnia fala -
łódź wylatuje w obręczy pian -
na trąbach śmierci zagrał mi Pan.

Litości żebrze tłum obłąkany,
katedr się chwieją kamienne ściany,
runęły, gniotąc serca i mózgi,
w jelitach sterczą krzyża odruzgi.
Dłonie błagalne wbiły się w drzewo,
otchłań się kłębi z czarną ulewą,
na wirach tańczy ludzkość wyrodna,
pod serc nawalą krzyż idzie do dna.

Morze się pieni, ryczy jak lew -
nucę spokojnie ostatni śpiew.