Widzę w Twych oczach zdradliwe sadzawki,
kożuchem zgniłych lśniące nenufarów,
potworne śmigi kręcących się żarów,
roślin krwiożerczych wężowate drgawki.
Lub mi się zdaje, że to są wieżyce
pohańbionego kościoła, gdzie straszy -
i biją pięści w brązową grobnicę
i leży ksiądz martwy w blaskach złotej czaszy.
Tak się mienią Twe czary, że kindżałem wydrę
dwoje tych wieszczych, a złowrogich oczu -
i pod skronią Zbawcy oprawię w przeźroczu,
aby się zdało, żem zmartwychwzniósł Hydrę.
I niech urzekną gwiazd mroźnych ten szlak
zimowy, łzawiąc bezdźwięcznie: tik-tak-tik-tak...
Goreje na kominku żar - my troje w świetlicy.
Mąż opowiada swe dziwne przygody wśród gór lodozwału
i jako Ciebie spotkał; - konając, doszedł do Twojej krynicy
i tu stał się młodzianem wśród nieśmiertelnego szału.
Mroczno w komnacie. My sami. Wybuchło zarzewie,
padają iskry, jak łzy. Wtem zda się - że my sobowtóry,
a nie ma mnie - tylko on z mym sercem idzie w różokrzewie
Twych włosów - i ust naszych splatają się chóry.
I nie ma mnie - a jednak cały tonę w Oceanie
Twojej bezdennej miłości - a kolan Twoich cudne Propileje
czekają na rydwan Zwycięzcy. I śmieję się - wesół niesłychanie!
Świat we mnie tańczy - i niebo z gwiazdami się śmieje!
I nie wiem już tej nocy, kto był z nas przy Tobie
Bezmierna radość - Życie nowe!
Reszta dopowie się w grobie.
"Ultima Thule", 2 X 1913 roku.