Biją w mą czaszkę, jak w dzwon, głuche grzmoty
i krwawa ręka pisze mi przekleństwo.
Ja wybierając los mój, wybrałem szaleństwo
i porzuciłem raj i zeszłem w czarne groty.
I płynę w mrok - i wiem, że oto zgasnę,
jako pęknięte słońce. W imię Ojca, Syna!
mam w sercu głaz, a tu głębina -
jam tułacz - ale będę miał królestwo własne.
Ta lufa zimna - lecz ogień gorący -
dobry to ogień, co ucisza serce -
na górach wschodzi blask błogosławiący
me wrogi i płaszcza królewskiego zdziercę.
Jako pelikan - krwi mojej żywicą
karmiłem - nicość! - a dzieci me z głodu
umarły - a moja Matka niewolnicą
obraca w żarnach krew i łzy narodu.
Wezmę mój pług - ja Piastów pogrobowiec -
ja dumny kneź - zaoram ziemię czarną -
i będą iskry iść - jak złote ziarno.
- A na Łomnicy - strzaskam z porfiru grobowiec
i wyjmę moje serce...
Wonny srebrzysty kwiat orchidei -
miłość zbłąkana w czarnej zawiei -
skrzydła rozpuścił nad nią krwawy sęp -
biedna królewna, gnijąca wśród kęp!...
Tęczami śniegu migoce ten kwiat,
ale się rdzawy w nim przesącza jad -
w słońca uściskach motyl drga leciuchno,
w mroku się jarzy zielonawe próchno.
- Wielu młodzianów legło u mych stóp -
mroźny, głęboki zapadał się grób -
księżyc się wznosi nad górą pustyni,
pałac samotny jak serce bogini.
Wśród nocnej ciszy miedziane Centaury
płyną w cieśninach i grają w litaury;
chrapliwym dźwiękiem swych poczwórnych płuc
świadczą, że kona ich z miłości wódz.
Syczącą głownię rzuciłam do nóg -
inny mię pojął - tam w podziemiach - bóg!
Centaurze młody, sercem obłąkany,
na dno kraterów zwiedli Cię szatany.
Wiatr zimnej nocy dworzec mój zapalił,
bór się w gałęziach opalonych żalił,
i poszłam w ciemność - czerwoną od łun
oczy objawień pełne i run.
Słońce, gdy skrzydła swe opuszcza w mrok,
tygrys raniony, gdy się pręży w skok -
taką ma krwawość i taki ma wzrok.
A śpiew na falach łamał się wśród burz.
- Tam, gdzie już słońce nie odwiedza krain,
- lecz harfiarz ciemny - starzec Wajnemain
- przyciąga z głębin ciche światło mórz -
- płynę wygnaniec, zabójca ojczyzny,
- [czasem mi tylko pachnie zagon żyzny]
- okręt steruję na złowrogi prąd,
- aby ominąć Gorgon śpiewnych ląd.
- Orki, Meduzy, czarne Kaszaloty,
- i wód miraże i tęczowe groty
- [fale mi szumią jakby pokos traw
- i śnię - mój dworzec z jodeł pośród raf].
- Na trąbie wodnej Norny mi zagrały
- okręt wirując poleciał na skały...
Gościu! Gorgony ty się boisz łon?
słuchaj, jak bije Ci wieczorny dzwon.
Tam nad jeziorem błękitnych lotosów
gwiazdę Twych natchnień przypnę do mych włosów -
kogo ja dotknę - ten nie wstanie już
z sennego łoża moich czarnych róż.
W jedwab Cię miękkiej otulę niewoli,
serce mi oddasz, które jeszcze boli -
słuchaj - rzuciłam je w świetlaną toń -
teraz na skrzydła moje pochyl skroń.
Hymn Twój poniesiesz umarłym narodom,
ja nieśmiertelną jestem, w śmierci młodą -
nie drżyj - to ramion moich tuli chłód -
na Eleuzyjskich polach jest Twój lud.
Zaklnę Cię w kamień i poświęcę bogom,
skrzydeł anielskich będziesz tlił pożogą,
patrząc na morza, nie czekaj nikogo,
wsłuchany w gwiazdy - idź Samotną Drogą.
Jam jest Gorgona, - kochanku mych łon -
słyszysz - wieczorny znów Ci zagrał dzwon.
Przy grobie Medyceuszów - W. Dyzmańskiemu.
Wicher wyje i śnieg prószy,
a ja błądzę przez zawieje -
szatan jakiś w mojej duszy
to zapłacze, to się śmieje.
Wicher targa, zamróz siecze,
pokostniały z zimna bory,
a ty sobie idź, człowiecze,
i wyśpiewuj: "duch mój chory" -
i wyśpiewuj: "Miserere",
i wyśpiewuj: "biją dzwony" -
wszystko we mnie dzisiaj szczere:
mój śmiech pusty, ból szalony.
Wicher targa, wicher wyje,
białe kłębią się tumany,
płyną dziwne melodyje -
huczą dzwony, brzmią organy.
Jezus Maryja - jakiś jęk!
Jezus Maryja - jakby śmiech -
ha, szatański wrzask i brzęk -
płacze, świszczy, syczy grzech.
Siostro moja, daj mi dłoń -
wspólne wichry nas porwały,
rumak tętni, skrzy się broń -
krzywe szable, samopały.
To mi wojsko - to mi huf!
zamrożone w stal upiory,
skrzą na barkach pióra sów -
dalej strygi, dalej zmory!
Poloneza! huczmy w śmiech -
Borkowiców groźne plemię -
górą wódz nasz - stary Lech -
wytrącimy z posad ziemię!
My bez słońca - i lazuru -
tym ci szerzej - w lot wałacha -
coś nas więzi - kawał muru -
wiejski kościół - ha ha! ha ha!
Nuż morderco! wywal wrota!
drży ci ręka? - młotem w skronie!
Podejdź bliżej z worem złota,
Sodomito i Mamonie.
Kto tu jęknął? kto tu jest?
jakiś blady płacze Cień -
w imię twoje brałem chrzest -
dziś Twą głowę dam na pień.
Consummatum! czarcie syny,
dokąd was tak pędzi strach?
jeszcze chwila - a w perzyny
cały boski runie gmach.
Do mnie, do mnie wichrów dzieci -
to nie jęk mój - to nie ja -
coś tam pada, coś tam świeci -
Czarna gwiazda, moja łza.
Zgnieść ją - zabić - cóż wielkiego?
drzazgę krzyża w piersi mam -
w lot szatany! dziś niech Jego,
jutro ja swój tryumf dam.
Wicher targa i śnieg prószy,
a ja błądzę przez zawieje -
szatan jakiś w mojej duszy
to zapłacze, to się śmieje.