Ujrzałem Miłość: jej tron był w kształt pałacu,
gdzie piętra sięgały kolan, a do ramion - wieże,
a za mną - tajemnicze, klasztorne odźwierze
i jeden słup latarni, gasnącej na placu.
Ujrzałem Miłość: jakby na starym Mantegni obrazie
kwitną w ogrodzie wierzbowe senne bazie,
wtem drzwi się roztworzyły: Wędrowiec wszedł daleki.
Lampa wisząca w żelaznym łańcuchu,
wichrem targana - krwawi me powieki.
Na bruku twardym klęczałem bez ruchu.
Wchodzę: tam w krypcie Don Juan hetmani,
ja czytam napis - ((na czarnej bezdennej otchłani,
wiatr zawył, jakby jęk -)): jestem z ludzi
najgorszy (tu było starte), a gromnice
iskrzą się w moje rozpłakane lice.
I kończę z zmarłym: niechaj mię nikt nie obudzi!


O nocy cicha, nocy błękitna
u stóp Twych leżę, całując Cię -
warkoczy Twoich gąszcz aksamitna
po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

Srebrzą się stawy, szumią potoki
i tylko serce w płomieniu burz -
idę w puszcz leśnych ciemne wyroki -
noc błękitna - żegnam Cię już.