O nocy cicha, nocy błękitna
u stóp Twych leżę, całując Cię -
warkoczy Twoich gąszcz aksamitna
po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

Srebrzą się stawy, szumią potoki
i tylko serce w płomieniu burz -
idę w puszcz leśnych ciemne wyroki -
noc błękitna - żegnam Cię już.


Goreje na kominku żar - my troje w świetlicy.
Mąż opowiada swe dziwne przygody wśród gór lodozwału
i jako Ciebie spotkał; - konając, doszedł do Twojej krynicy
i tu stał się młodzianem wśród nieśmiertelnego szału.
Mroczno w komnacie. My sami. Wybuchło zarzewie,
padają iskry, jak łzy. Wtem zda się - że my sobowtóry,
a nie ma mnie - tylko on z mym sercem idzie w różokrzewie
Twych włosów - i ust naszych splatają się chóry.
I nie ma mnie - a jednak cały tonę w Oceanie
Twojej bezdennej miłości - a kolan Twoich cudne Propileje
czekają na rydwan Zwycięzcy. I śmieję się - wesół niesłychanie!
Świat we mnie tańczy - i niebo z gwiazdami się śmieje!
I nie wiem już tej nocy, kto był z nas przy Tobie
Bezmierna radość - Życie nowe!
Reszta dopowie się w grobie.

"Ultima Thule", 2 X 1913 roku.