Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




O nocy cicha, nocy błękitna
u stóp Twych leżę, całując Cię -
warkoczy Twoich gąszcz aksamitna
po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

Srebrzą się stawy, szumią potoki
i tylko serce w płomieniu burz -
idę w puszcz leśnych ciemne wyroki -
noc błękitna - żegnam Cię już.


W mroku się idzie tam - kiedy wyje wiatr.
Zwiotszała kuźnia wśród rozstajnych dróg.
Za dnia nie ujrzysz jej -
hej - hej -
wyje wiatr.
Noc mroźna - wiatr wyrywa pnie,
sosny do ziemi gnie.
Za cmentarzem bije młot -
głuchy grzmot.
Kuj żelazo,
kuj żelazo -
okute serce nie pęka.
Skradam się - pod chaszczą zwalonych drzew -
przez rozerwane nawałnicą skiby -
do samej ściany, gdzie połyska żar.
Dziura jest w dylach: widzę -
niski człowieczek -
[chwilami wyrasta nad chmury]
z oczyma jak dwa lochy bez dna -
w wyschłych piszczelach rąk
dźwiga młot -
i podnosi z wolna -
jak nakręcona figura woskowa -
zaś opuszcza nagle z potęgą -
w straszne zębate kowadło,
na którym się wzdryga
rozkrwawiona hostia.
Ona oddycha, jak serce -
ona się przyczaja w sobie - i kurczy -
w blasku rozbryzganych płomieni
twarz bledsza od lilij
wschodniego księcia.
Oczy gasną cicho, jak księżyc na morzu,
tuląc się w wiekuisty bezmiar czarnych szafirów.
Ziemia się rozwarła
i jęło zapadać oberwisko meteorów
w ziejącą wśród głazów szczelinę.
A straszny ślepiec odepchnął kupę żużli nogą
i przez bór pędzi -
i znowu powraca -
sosny szumiące ugina jak rżysko.
Moje oczy stały się podobne do dwojga
zamarzłych okien.
On nie widzi -
nie ogląda się -
lecz czegoś szuka niewidomy -
i wygrzebuje coś skrytego w ziemi -
wtem wicher uderzył żelaznym skrzydłem
i runął - zawalił się dach.
- - - - - - - - - - - - - - - -
Idę śpiąc -
nogi mam, jak ciężkie czarne trumny.
Słyszę dźwięk trąbki
i skowyt ogarów -
siadłem w rowie -
głowa mi opadła:
idę już tak od wieków -
przeklęty - bez winy.
I obudził mnie mróz:
szumi las -
gdzie iść?
droga tu -
droga tam -
Wlecze się za mną brzydka ropucha.
Szatany z piskiem, jak szczury,
osuwają się po drzewach -
zmyliłem szlak -
wróciłem w miejsce, gdzie kuźnia.
Popiół zimny -
kładnę się na kupie żużli,
sen okrąża mnie, jak ryś -
nie wchodząc
do wnętrza zmartwiałej, nieruchomej ciszy.

Kochanemu bratu S. Maszewskiemu.


Kto jestem? wie tylko ten,
który wie, iż mnie wcale nie ma.
Śni mnie ktoś, jakby ciężki sen -
płacze ktoś o mnie pod brzozami trzema!
Imię Jezus powtarzam wśród nocy,
imię Jezus powtarzam, gdy płaczę -
imię Jezus powtarzam, gdy kracze
nad mogiłą moją ptak niemocy!
Imię Jezus napełnia moich serc komorę,
imię Jezus mam na każdym głazie,
imię Jezus zamienia mię w świętą potworę,
która idzie przez sady i kwitnące bazie.
Imię Jezus na wirchu mam księżyca góry,
którem wyrył, zanim ziemia ta była ognista!
imię Jezus wymawiam wśród życia tortury -
w domu obłędu, gdzie droga jest ciernista.
Imię Jezusa kocham nad lice kochanki,
nad jeziora, nad lasy i nad świtania -
imię Jezus wprowadza mię w szranki
rycerzy bożych - Zmartwychwstania!
O, tajemnicze -
Ciebie z rąk gwiezdnych odbieram - i lśnień
w moim sercu nie obliczę!