Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Wonny srebrzysty kwiat orchidei -
miłość zbłąkana w czarnej zawiei -
skrzydła rozpuścił nad nią krwawy sęp -
biedna królewna, gnijąca wśród kęp!...

Tęczami śniegu migoce ten kwiat,
ale się rdzawy w nim przesącza jad -
w słońca uściskach motyl drga leciuchno,
w mroku się jarzy zielonawe próchno.

- Wielu młodzianów legło u mych stóp -
mroźny, głęboki zapadał się grób -
księżyc się wznosi nad górą pustyni,
pałac samotny jak serce bogini.

Wśród nocnej ciszy miedziane Centaury
płyną w cieśninach i grają w litaury;
chrapliwym dźwiękiem swych poczwórnych płuc
świadczą, że kona ich z miłości wódz.

Syczącą głownię rzuciłam do nóg -
inny mię pojął - tam w podziemiach - bóg!

Centaurze młody, sercem obłąkany,
na dno kraterów zwiedli Cię szatany.

Wiatr zimnej nocy dworzec mój zapalił,
bór się w gałęziach opalonych żalił,
i poszłam w ciemność - czerwoną od łun
oczy objawień pełne i run.

Słońce, gdy skrzydła swe opuszcza w mrok,
tygrys raniony, gdy się pręży w skok -
taką ma krwawość i taki ma wzrok.

A śpiew na falach łamał się wśród burz.

- Tam, gdzie już słońce nie odwiedza krain,
- lecz harfiarz ciemny - starzec Wajnemain
- przyciąga z głębin ciche światło mórz -
- płynę wygnaniec, zabójca ojczyzny,
- [czasem mi tylko pachnie zagon żyzny]
- okręt steruję na złowrogi prąd,
- aby ominąć Gorgon śpiewnych ląd.

- Orki, Meduzy, czarne Kaszaloty,
- i wód miraże i tęczowe groty
- [fale mi szumią jakby pokos traw
- i śnię - mój dworzec z jodeł pośród raf].

- Na trąbie wodnej Norny mi zagrały
- okręt wirując poleciał na skały...

Gościu! Gorgony ty się boisz łon?
słuchaj, jak bije Ci wieczorny dzwon.

Tam nad jeziorem błękitnych lotosów
gwiazdę Twych natchnień przypnę do mych włosów -
kogo ja dotknę - ten nie wstanie już
z sennego łoża moich czarnych róż.

W jedwab Cię miękkiej otulę niewoli,
serce mi oddasz, które jeszcze boli -
słuchaj - rzuciłam je w świetlaną toń -
teraz na skrzydła moje pochyl skroń.

Hymn Twój poniesiesz umarłym narodom,
ja nieśmiertelną jestem, w śmierci młodą -
nie drżyj - to ramion moich tuli chłód -
na Eleuzyjskich polach jest Twój lud.

Zaklnę Cię w kamień i poświęcę bogom,
skrzydeł anielskich będziesz tlił pożogą,
patrząc na morza, nie czekaj nikogo,
wsłuchany w gwiazdy - idź Samotną Drogą.

Jam jest Gorgona, - kochanku mych łon -
słyszysz - wieczorny znów Ci zagrał dzwon.

Przy grobie Medyceuszów - W. Dyzmańskiemu.


Krzyk ogromny w moim sercu bije
Niby orzeł ślepy i szalony -
Krzyk ogromny wyciąga swą szyję
Do lazurów straconej korony,
A rozdarte krwawiące źrenice
Patrzą w pustkę i mrok i tęsknicę.

Na ruinach starego zamczyska,
Na grobowcach mego majestatu
I na krzyżu, który próchnem błyska,
A od gromów stał się widmem światu -
Duch mój woła do ciemnej otchłani:
Eli - Eli - lama sabachtani!

Czemuś, Ojcze, porzucił me serce,
Co służyło ci wiernie przez wieki?
Katy na mnie nasłałeś i ździerce
I krwią moją przepoiłeś rzeki,
A choć byłem na strzępy rozdarty,
Nie rzuciłem ni Ciebie - ni warty.

Nie poznajesz mnie chyba - mój Boże?
Nie poznajesz mnie, Panie - żebraka?!
Nie poznajesz mnie - królu - robaka?
Nie rozumiesz, co znaczą obroże -
I te trądy i rany cuchnące -
I te oczy suche, a palące?

Przed wiekami nazwałeś mnie synem -
I przyrzekłeś wieczne obcowanie -
Napoiłeś swym ciałem i winem,
Ale z ziemi zrobiłeś wygnanie
I z posągów obnażyłeś góry -
By postawić tam - co? znak tortury!

Na mój uwiąd patrzały klasztory -
Na wędrówki do grobu - pustynie.
Tobiem wznosił strzeliste świątynie,
A sam nędzny, złamany i chory -
Kiedy szatan urągał mi śmiechem -
Ja nuciłem psalmy nad swym grzechem.

Swe najlepsze mordowałem syny,
Dumne czoło zniżyłem do prochu -
Duch mój w ciemnym - ponurym żył lochu,
A gdy wyszedł - był krwawy i siny -
A gdy wyszedł - był już oślepiony -
Więc dziś pytam Ciebie - czym zbawiony?

W ciemnej dali śpiewa niewiast glosa:
"Głębokości morskie chwalą Pana" -
A za świadka ja biorę szatana,
Że nie świecą nam Twoje niebiosa!
Konający patrzą w Twoje lice -
A ja pytam - gdzie Twe obietnicę?
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nie chcę Twojej zaprzeczać miłości -
Nie śmiem w tobie szukać nieprawości -
Ale oto łez pełno w mej czarze -
Bije północ na grobów zegarze -
Szepcą próchna pod mymi stopami:
- Ojcze - Ojcze - zmiłuj się nad nami!

Rozpłakały się ostatnie dźwięki
W oczekiwań przeraźliwe jęki:
Ha - daremno - daremno - daremno...
Wszędzie głucho i straszno - i ciemno...
Krzyk ogromny w moim sercu bije,
Niby orzeł ślepy - obłąkany.

Krzyk ogromny wyciąga swą szyję -
Na niej dzwonią zrdzewiałe kajdany -
A rozdarte krwawiące źrenice
Patrzą w pustkę - i mrok - i tęsknicę.



A wtem cicho opadły zasłony
Niby z trumny powleczonej kirem:
Przez niebiosa leci krąg czerwony
I trzy gwiazdy błyszczące szafirem -
I mąż dziwny - z oblicza kometa -
I gołębie śnieżne Parakleta.

A naprzeciw biegnie człek bezpióry,
Sypiąc grudą w one ptactwo wieszcze,
I tak jęczy: "Przeklęte augury!
Nam wnętrzności szarpią wroga kleszcze,
A wy ciągle - swe Znicze i cudy -"
Wtem zahuczał głos straszny:
O ludy!

I krew nagle mi zakrzepła trwogą,
Kiedym ujrzał, jak popioły wstają.
I jak wszystkie poszły górną drogą -
Na wyżynach Te Deum śpiewają -
Ja sam jeden - jak proch leżę mamy -
Jako ołtarz pusty - bezofiarny.

Zasyczały we mnie czarne węże
I skąsały me serce drgające.
Alleluja - słyszę gdzieś grające...
Jeszcze Polska - słyszę gdzieś oręże...
Nadaremno! w nicości ma przystań -
O jak strasznym jest zgon bez zmartwychwstań!

Upiór leży na świata widowni -
I nie mogąc powstać - gryzie ręce -
Oczy świecą w kształt gasnącej głowni -
Gdy zagasną - koniec będzie męce -
Bogdaj prędzej - bogdaj prędzej w zgonie...
. . . . . . . . . . . . . . . . .
Pocałunki czuję na swym łonie -
Jakieś ciepłe mnie ręce uniosły,
Jakieś jasne budzą mnie oblicza -
To wy, Piasty? to wy - boże posły?
To wy - wieszcze ze świątyni Znicza?
Oh nie budźcie - Ona także w grobie
A grób milczy...

- Wstań - ona jest w tobie!
I powstałem. A białe gromady
Szły w ogromne, bezkresne przestworza -
Bracia moi - od morza do morza!
- A gdzież inni?
- Już poszli na zwiady...
- A tyś kto jest?
- Nie poznajesz Rusa?
- A chorągiew czy nasza?
- Chrystusa.
Więc nie złudą jest chrześcian przymierze?
Więc zwyciężył ten promień miłości?
Razem idźmy, o bracia, w radości -

Rozerwijmy na piersiach pancerze -
Niechaj zabrzmią - na świat cały - grania -
Dzwony duchów - dzwony
Zmartwychwstania!
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Chwała Bogu na niebie -
Chwała!
Dobrym ludziom na ziemi -
Sława!
Wszystkim braciom cierpiącym -
Sława!
Za miłość konającym -
Sława!
Roty duchów ogniste -
Sława!
Lecę ku Tobie - Chryste -
Sława!

... Już zaświtały zorze -
Sława!
... Bóg dopomoże -
Amen.