Las płaczących brzóz
śniegiem osypany,
pościnał mi mróz
moje tulipany.
Leży u mych stóp
konająca mewa
patrzą na jej trup
zamyślone drzewa.
Śniegiem zmywam krew,
lecz jej nic nie zgłuszy
słyszę dziwny śpiew
w czarnym zamku duszy.
Dałeś nam, Mroku, mieczów siedem,
a wszystkie miecze obosieczne:
nieszczęsną Miłość - brak Miłości,
wpatrzenie oczu ślepych - wieczne!
nieugaszonych marzeń - kwiat parości,
zwątpienie, które jest nam Credem;
zamek Chrystusa na bajorze;
tętent szatana wśród Golgoty -
i krzyż milczący, w głębiach złoty,
który niewiarą pług zaorze!
Na koralowych snu księżycach
Ciebie me skrzypki sławią, Pani!
do ciemnej schodząc mar otchłani
zapalasz kwiaty na łzawnicach.
Uwiędłe serce, jak dzieciątko,
tulisz do piersi obłąkanej
i dziwnej pieśni - nie wygranej -
bawisz nadziemną pamiątką.
Już się godzina zaćmień zbliża,
kiedy mię z Tobą Bóg rozdzieli -
Ciebie uniosą w chór anieli,
a mnie przybiją do stóp krzyża.