Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Indyjskie zwiewne kwiaty,
kwitnące raz w sto lat -
o piękna, wyjdź z komnaty,
jak księżyc spoza krat.
Na harfie gram Ci słowa,
które się lśnią jak żar -
czemuż Cię otchłań chowa
i Ty nie wstajesz z mar?
Ach, głupcy nie szaleją -
powiedział biedny Wil -
w nim bogi płaczą, lwy się śmieją
z przelotnych szczęścia chwil.
A smutek go pożerał
do Imogeny lic
i kwiaty z drzew odzierał,
rzucając w nicość - nic.
Wyjdź do mnie, o królewno,
choć mam żebraczy strój -
a rzeką gwiazd ulewną
firmament olśnię Twój.
Lecz biedne drzewko zsycha,
umarły siejąc kwiat -
i piosnka we mnie ścicha,
jak więzień spoza krat.


O wzgardź mną Panie, bom niegodny Ciebie - lecz w piersi mojej słyszę 
harfy granie i ręce moje wyciągam w zaranie - ku Tobie.

Uderza na mnie blask Mocy i Tronów - gwiazdy mi grają wśród wieczornych
dzwonów - na niebie krwawe błyskają purpury - Twoich tajemnic otchłanie i
góry.

A duchy z twarzą posępnie ukrytą - oczy im świecą przez wór San-Benito. I
patrzę w zimne ich oczodoły - gdzie bezwstyd w dzikie zamarł szaleństwo -
w krypcie kościoła tajne męczeństwo - za filarami błyszczą anioły.

I podszedł do mnie Upiór-strach nocny - ręce mi związał, bym legł
bezmocny. A harfę podał w gasnące dłonie - serce, co wiecznym pożarem
zionie. I umęczyłem jeszcze raz drugi to smętne i krwi mej polały się
strugi. Odejm mnie. Panie, moim szponom - odejm mnie, Panie, błotu
mojemu - czemu nie przychodzicie mi, łzy? i darmo trzymam twarz
odwróconą - widzę Twe oczy zachodzące - widzę, jak czarne zimne słońce
zakrywa Ciebie mi.

Stoję na ostrym cyplu góry - pode mną w głębi czarnopiórej - nade mną -
wkoło - Ty.
Idę ku Tobie, Tajemnico - wsłuchany w poszept kwiatów - otwarte
szczęścia mego rany - oh, serc mam więcej niźli światów - niż gwiazd -

A płomień ku mnie z Twego słońca - a burze ciepłe przelatują jestestwo
moje - zodiakalne światło nad horyzontem, jako lodowe framugi.

Nie chcąc zakrwawiłem kwiatki i poruszyłem umarłego w trumnie - gałązki
ciernia oplotły mi głowę - z rąk płyną świetlane smugi.

Ptaszki lecą pytać się, com widział w niebiosach: duszyczki wasze bardzo
tęskniące. Umarli pytają mnie o swych losach - i tylko kwiatki cicho na
skoszonej łące oddają aromat, jak siostra Łazarza, Panu.

Czcigodny K. Baykowski przyjąć raczy.