Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Krzyk ogromny w moim sercu bije
Niby orzeł ślepy i szalony -
Krzyk ogromny wyciąga swą szyję
Do lazurów straconej korony,
A rozdarte krwawiące źrenice
Patrzą w pustkę i mrok i tęsknicę.

Na ruinach starego zamczyska,
Na grobowcach mego majestatu
I na krzyżu, który próchnem błyska,
A od gromów stał się widmem światu -
Duch mój woła do ciemnej otchłani:
Eli - Eli - lama sabachtani!

Czemuś, Ojcze, porzucił me serce,
Co służyło ci wiernie przez wieki?
Katy na mnie nasłałeś i ździerce
I krwią moją przepoiłeś rzeki,
A choć byłem na strzępy rozdarty,
Nie rzuciłem ni Ciebie - ni warty.

Nie poznajesz mnie chyba - mój Boże?
Nie poznajesz mnie, Panie - żebraka?!
Nie poznajesz mnie - królu - robaka?
Nie rozumiesz, co znaczą obroże -
I te trądy i rany cuchnące -
I te oczy suche, a palące?

Przed wiekami nazwałeś mnie synem -
I przyrzekłeś wieczne obcowanie -
Napoiłeś swym ciałem i winem,
Ale z ziemi zrobiłeś wygnanie
I z posągów obnażyłeś góry -
By postawić tam - co? znak tortury!

Na mój uwiąd patrzały klasztory -
Na wędrówki do grobu - pustynie.
Tobiem wznosił strzeliste świątynie,
A sam nędzny, złamany i chory -
Kiedy szatan urągał mi śmiechem -
Ja nuciłem psalmy nad swym grzechem.

Swe najlepsze mordowałem syny,
Dumne czoło zniżyłem do prochu -
Duch mój w ciemnym - ponurym żył lochu,
A gdy wyszedł - był krwawy i siny -
A gdy wyszedł - był już oślepiony -
Więc dziś pytam Ciebie - czym zbawiony?

W ciemnej dali śpiewa niewiast glosa:
"Głębokości morskie chwalą Pana" -
A za świadka ja biorę szatana,
Że nie świecą nam Twoje niebiosa!
Konający patrzą w Twoje lice -
A ja pytam - gdzie Twe obietnicę?
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nie chcę Twojej zaprzeczać miłości -
Nie śmiem w tobie szukać nieprawości -
Ale oto łez pełno w mej czarze -
Bije północ na grobów zegarze -
Szepcą próchna pod mymi stopami:
- Ojcze - Ojcze - zmiłuj się nad nami!

Rozpłakały się ostatnie dźwięki
W oczekiwań przeraźliwe jęki:
Ha - daremno - daremno - daremno...
Wszędzie głucho i straszno - i ciemno...
Krzyk ogromny w moim sercu bije,
Niby orzeł ślepy - obłąkany.

Krzyk ogromny wyciąga swą szyję -
Na niej dzwonią zrdzewiałe kajdany -
A rozdarte krwawiące źrenice
Patrzą w pustkę - i mrok - i tęsknicę.



A wtem cicho opadły zasłony
Niby z trumny powleczonej kirem:
Przez niebiosa leci krąg czerwony
I trzy gwiazdy błyszczące szafirem -
I mąż dziwny - z oblicza kometa -
I gołębie śnieżne Parakleta.

A naprzeciw biegnie człek bezpióry,
Sypiąc grudą w one ptactwo wieszcze,
I tak jęczy: "Przeklęte augury!
Nam wnętrzności szarpią wroga kleszcze,
A wy ciągle - swe Znicze i cudy -"
Wtem zahuczał głos straszny:
O ludy!

I krew nagle mi zakrzepła trwogą,
Kiedym ujrzał, jak popioły wstają.
I jak wszystkie poszły górną drogą -
Na wyżynach Te Deum śpiewają -
Ja sam jeden - jak proch leżę mamy -
Jako ołtarz pusty - bezofiarny.

Zasyczały we mnie czarne węże
I skąsały me serce drgające.
Alleluja - słyszę gdzieś grające...
Jeszcze Polska - słyszę gdzieś oręże...
Nadaremno! w nicości ma przystań -
O jak strasznym jest zgon bez zmartwychwstań!

Upiór leży na świata widowni -
I nie mogąc powstać - gryzie ręce -
Oczy świecą w kształt gasnącej głowni -
Gdy zagasną - koniec będzie męce -
Bogdaj prędzej - bogdaj prędzej w zgonie...
. . . . . . . . . . . . . . . . .
Pocałunki czuję na swym łonie -
Jakieś ciepłe mnie ręce uniosły,
Jakieś jasne budzą mnie oblicza -
To wy, Piasty? to wy - boże posły?
To wy - wieszcze ze świątyni Znicza?
Oh nie budźcie - Ona także w grobie
A grób milczy...

- Wstań - ona jest w tobie!
I powstałem. A białe gromady
Szły w ogromne, bezkresne przestworza -
Bracia moi - od morza do morza!
- A gdzież inni?
- Już poszli na zwiady...
- A tyś kto jest?
- Nie poznajesz Rusa?
- A chorągiew czy nasza?
- Chrystusa.
Więc nie złudą jest chrześcian przymierze?
Więc zwyciężył ten promień miłości?
Razem idźmy, o bracia, w radości -

Rozerwijmy na piersiach pancerze -
Niechaj zabrzmią - na świat cały - grania -
Dzwony duchów - dzwony
Zmartwychwstania!
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Chwała Bogu na niebie -
Chwała!
Dobrym ludziom na ziemi -
Sława!
Wszystkim braciom cierpiącym -
Sława!
Za miłość konającym -
Sława!
Roty duchów ogniste -
Sława!
Lecę ku Tobie - Chryste -
Sława!

... Już zaświtały zorze -
Sława!
... Bóg dopomoże -
Amen.



Osły w koronach zasiedli na trawie -
świetlaki różę całują polną -
a śmierć odmiga się w stawie
i gra piosenkę swawolną.
Efemerydy,
lećcie w tan -
o kwiaty jezior, nereidy!
na multankach w dąbrowie gra Pan.
Efemerydy
lećcie w tan,
lećcie w tan -
miłosnym splotem
objęci
wieczyście młodzi
i święci -
śmiertelnym grotem
przeszyci -

W migliwej sinej fali
złote karasie i płotki,
a cierpliwe zimorodki
patrzą swym okiem ze stali -
a na drzewach stuk czarnych kowali,
wśród jarzębin kraśne krzywodzióbki
i pustułki z oczyma jak hubki -
w świście wesołym i śpiewach
to nad wodą - to latam po drzewach.
Do nocnej hulanki
stworzone w lasach polanki.
Wszystkie ptaszki hołd mi czynią,
bo dziś me śluby z boginią.
I oto nad jeziorem,
stoim w kwieciu purpurowem,
łzy szczęścia lejąc z zachwytem i trwogą,
miłosną płonąc pożogą -
ogień ogarnia te prastare drzewa
i płaczą smolnymi łzami,
a znajoma - z mórz polarnych mewa
aureolą się toczy nad nami.
Ach, szkarłatne pnącze fakirów,
ach, kaktusów gwiaździste królewny,
ach, dwa groby szklanne wśród kirów
i płomień serc naszych powiewny.
Zaszumiał skrzydłami król Gryf
ze swą kochanką Łabedą -
wśród płomiennych rumaków i grzyw
pędzimy z Norn chmurnych czeredą -
a góry pod nami -
a śnieg pianą -
jakby z ziemi wytrysnęły fale -
a dokoła bezmiar szafirowy -
i ogień - i bór - i te sowy,
wpatrzone źrenicą przerażeń,
co pojęła boski szał wydarzeń.
Ale mi łzy płyną gorące,
leśne fauny patrzą na mnie drwiące,
bo ust naszych nie umiemy łączyć,
i jak rzeka do morza się wsączyć -
stoimy w niemej trwodze,
w zachwycie, w krwawej pożodze,
a na rękach oplecionych w kwiaty
sączą się rdzawe stygmaty.
Konające pary jednodniówek
do nóg mych padają z szelestem,
a grabarze czarni mrówek
wloką ich - w kurytarze pod rdestem.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Niegdyś błądziłem przez te kolumnady,
co Abderrahman tworzył ukochanej,
w ametystową noc Szeherezady,
gdy w niebiosach płoną talizmany -
- - - usłyszałem ryk osła -
ach, jak rozpaczliwy -
jak flet przedęty, dziki i chrapliwy.
Lecz nigdy w ludzkiej krtani
taka dusza nie wyrosła,
taki jęk potępieńca z otchłani.
Ja z nim nie pójdę w zawody,
lecz wszystkim radzę! -
Efemerydy,
lećcie w tan -
o kwiaty jezior, nereidy -
na multankach w dąbrowie gra Pan.
- - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - -