Kto jestem? wie tylko ten,
który wie, iż mnie wcale nie ma.
Śni mnie ktoś, jakby ciężki sen -
płacze ktoś o mnie pod brzozami trzema!
Imię Jezus powtarzam wśród nocy,
imię Jezus powtarzam, gdy płaczę -
imię Jezus powtarzam, gdy kracze
nad mogiłą moją ptak niemocy!
Imię Jezus napełnia moich serc komorę,
imię Jezus mam na każdym głazie,
imię Jezus zamienia mię w świętą potworę,
która idzie przez sady i kwitnące bazie.
Imię Jezus na wirchu mam księżyca góry,
którem wyrył, zanim ziemia ta była ognista!
imię Jezus wymawiam wśród życia tortury -
w domu obłędu, gdzie droga jest ciernista.
Imię Jezusa kocham nad lice kochanki,
nad jeziora, nad lasy i nad świtania -
imię Jezus wprowadza mię w szranki
rycerzy bożych - Zmartwychwstania!
O, tajemnicze -
Ciebie z rąk gwiezdnych odbieram - i lśnień
w moim sercu nie obliczę!


Samotny siedzę przy kominka blasku,
na ścianach drgają fantastyczne mary -
z bezdźwięcznym śmiechem w takt suchego trzasku
litanii słucham dusz - w łunach Ofiary.

Powoli smutek objął serce senne,
jak pająk muchę, w szarą swoją przędzę;
smutek tak wiotki, jako mgły wiosenne,
a tak bezbrzeżny, jako ludzkie nędze.

Łuczywo gaśnie - pokrwawione ściany
snują mi szeptem dziwne opowieści
"szedł w nocy młodzian z Chrystusem nieznany" -
a serce moje w okna mi szeleści.


Oh, zimno - czarno - źle -
wicher na polu dmie -
weź ono drzewko zmarznięte,
rzuć je do ognia - niech zgorze -
mój Boże!
a serce moje uczyń równie święte.